63. Wielka Miłość.

O ósmej rano byłam już na cmentarzu. W lewej ręce trzymałam torebkę, a w prawej dłoń Sergio. On taszczył ogromny bukiet gerberów, ulubionych kwiatów mojej mamy. Podeszliśmy do grobu. Spojrzałam na zdjęcia swoich rodziców, przyklejone do nagrobnej płyty i serce mi zadrżało. Nie lubiłam cmentarzy i od ich pogrzebu byłam tu tylko kilka razy. To miejsce przypominało mi o moim ogromnym bólu. W ciągu kilku minut straciłam wszystko.
-Piękna – szepnął Sergio. Wstawił kwiaty do wazonu i stanął za mną. – Jesteś do niej podobna.
-Charakter mam ponoć po tacie – oparłam się o niego, a on otoczył mnie rękami. Splotłam swoje palce z jego i odetchnęłam głęboko. – Cały tydzień zawsze hasałam gdzie chciałam. Mama pracowała i nie wtrącała się w moje sprawy. Jak na temperamentną nastolatkę miałam dużo swobody. Rodzice mi ufali i byli piłkarze, który się mną opiekowali. Tato wracał z trasy w piątek wieczorem. Odpoczywał wtedy po tygodniu pracy. Mama razem z nim. W sobotę rano jedliśmy śniadanie, a potem szliśmy razem na zakupy. Po południu leniuchowaliśmy, a wieczorem do kina i na kolację. W niedzielę rano szliśmy do kościoła. Tato trzymał mamę pod ramię, a mnie za rękę. Nigdy mi nie przeszkadzało to, że traktuje mnie jak małe dziecko. Nie obchodziło mnie co powiedzą znajomi jak zobaczą, że tatuś trzyma mnie za rączkę. Weekend był nasz. Po mszy zazwyczaj szliśmy spać. Zanim usnęłam słyszałam jak rodzice rozmawiają i się śmieją. Po południu szliśmy na spacer. Ganiałam się z tatą po parku, a mama co chwila nas przytulała. Wieczorem tato się żegnał i wyjeżdżał na cały tydzień. Zawsze przed snem mama dostawała od niego wiadomość, że nas kocha i bardzo tęskni – westchnęłam i powstrzymałam łzy. – Nikt nie miał pojęcia, że jestem tak bardzo związana z rodzicami. W tygodniu byłam szaloną nastolatką z przepustką dla V.I.P-ów Realu, która lata z piłkarzami. Marcelo długo sądził, że w weekendy mam karę. Dopiero, gdy zobaczył jak byłam z rodzicami w parku… Nigdy nikomu nie mówiłam – odwróciłam się i wtuliłam twarz w jego tors. – Strasznie mi ich brakuje – wyszeptałam. – Byli dla mnie wszystkim. Jak odeszli… – po policzkach popłynęły mi łzy. – Straciłam wszystko, łącznie z chęcią do życia. Zamieszkałam z ciotką i nawet nie chciałam widzieć się z piłkarzami. Real nie był ten sam. Nie było taty, który zabierał mnie na mecze i uczył, że jestem Los Blancos – zachlipałam.
-Annabelle – szepnął Sergio i pocałował mnie we włosy. Tak bardzo się cieszyłam, że mam go przy sobie. Gdyby nie on… Nie dałabym rady tu przyjść.
-Ana? – Usłyszałam za sobą i aż zadrżałam. Sergio mocnej mnie przytulił. – Dzień dobry.
-Dzień dobry – mruknął Canales.
-My się jeszcze nie poznaliśmy. Jestem Paquita Rodriguez, a to mój brat Prosper i Pedro, jego syn – przedstawiła się moja cioteczka. Odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam w jej brązowe oczy, które były takie same jak mojego taty.
-Sergio Canales – powiedział blondyn.
-Proszę kto się zjawił – warknęłam patrząc na nią wrogo. – Gdzie byłaś? Tak byłaś zajęta chlaniem, że zapomniałaś mnie poinformować, że masz zamiar spierdolić i zostawić mnie na ulicy?!
-Proszę cię – machnęła ręką i usiadła na ławce. – To było tak dawno – założyła nogę na nogę. Nie wiem jak udało się jej zachować taką figurę po tylu libacjach. Gdyby chciała mogłaby zdobyć wiele męskich serc. Jednak ona kochała tylko i wyłącznie alkohol.
-Dawno? To było niecałe dwa miesiące temu! – Syknęłam i odsunęłam się od Sergio. – Zostawiłaś mnie samą na pastę losu! Mogłam zdechnąć z głodu! Mógł mnie ktoś zamordować!
-Ale żyjesz – wzruszyła ramionami i wyjęła z torebki papierosa. – Widać nawet nieźle ci się powodzi – spojrzała na moją pomarańczowo-beżową sukienkę. – Gdzie się zatrzymałaś? – Zainteresowała się.
-Nie twój zasrany interes! – Fuknęłam.
-Wyrażaj się moja panno – odezwał się wuj. – To twoja ciotka, trochę szacunku.
-Szacunku? – Spojrzałam na niego zadziornie. – Ty mi mówisz o szacunku? Nie zainteresowałeś się mną nigdy i teraz się zjawiasz i mi pierdolisz takie smuty?
-Ana! – Warknął chłopak stojący za nim. Popatrzyłam na niego z pogardą.
-Witam, braciszku – uśmiechnęłam się sztucznie. – Tak dawno się nie widzieliśmy, Pedrito. Wybacz, że nie świętowałam z tobą sukcesów w tym sezonie. Co prawda byłam w Barcelonie jak sraliście w gacie po wygranej w lidze, ale podczas finału Ligii Mistrzów z całego serca kibicowałam United. Niestety nie biłam ci braw, gdy strzeliłeś gola – Pedro się skrzywił.
-Lepiej kibicować tym białym szmatom, co? – Warknął. Zrobiłam krok w jego stronę i odważnie spojrzałam w ciemne oczy. Wstrzymał oddech.
Co z tego, że to Pedro Rodriguez z FC Barcelony? Dla mnie liczy się to, że kilka lat temu potrafiłam mu sprawić łomot, uciec i udawać, że nie dotknęłam go palcem. Mama zawsze powtarzała mi, że to mój jedyny brat stryjeczny, jedyna rodzina. Dla mnie to był frajer z Barcelony, a nie rodzina. Cieszyłam się, że tato i wujek ze sobą nie rozmawiają. Spędzałam z nim tylko kilka dni w roku, kiedy przyjeżdżał na wakacje do dziadków, a po ich śmierci do ciotki.
-Jesteś tak samo wyszczekana jak tatuś – odezwał się wuj.
-A piękna jak matka – wtrąciła ciotka i spojrzała na grób. – Pamiętam jak dziś… – westchnęła. – Gdy przyszedł list od Patricka, że zostaje w Pradze na dłużej, bo samochód mu się popsuł. Spotkał Annę i po miesiącu już z nią był. Zakochał się bez pamięci w dziewiętnastolatce, która miała głowę w chmurach – zaśmiała się, a ja spojrzałam na nią zaciekawiona. Wiedziałam, że rodzice poznali się w Czechach, ale nic więcej. Jakoś się złożyło, że nigdy o tym nie gadaliśmy.
Usiadłam na sąsiedniej ławce i uśmiechnęłam się do zdjęć mamy i taty.
-Patrick nie potrafił żyć bez Anny. Po dwóch miesiącach wzięli ślub, a za dziewięć urodziłaś się ty. Ochrzcili cię i równo po roku od swojego wyjazdu, Patrick wrócił do Madrytu. Z dwudziestoletnią żoną i maleńką córeczką. Miał gdzieś słowa rodziców, że to co zrobił było nieodpowiedzialne i głupie. Kochał Annę, a ona jego. Sama myślałam, że oszalał, a jakaś Czeszka uwiodła go swoją urodą. Jednak, gdy poznałam Annę… – uśmiechnęła się szeroko. – Była wspaniała. Miła, dobra, delikatna. Nigdy się nie kłócili, nie spierali. Patrick był dla niej gotów na wszystko. Swoją córeczkę rozpieszczał jak mógł – mówiła jakby nie było mnie obok. – Nauczył małą Annabelle wszystkiego co sam potrafił. Był zachwycony, gdy żona zaczęła pracować u rodziny, gdzie syn grał dla Realu Madryt. Anna zabierała małą Annabelle, a ona bawiła się z dziećmi pracodawców. Gdy dziewczynka podrosła zakochała się w Realu, ale Patrick nie pozwolił na to by żyła tylko piłką. Zapisał ją na lekcje jazdy konnej, gimnastykę i nauczył grać w golfa. Prowadzał ją na różne lekcje języków obcych. Młoda Ana wyrastała na piękną i zdolną kobietę. Była radością swoich rodziców, ich skarbem i największą dumą. Jednak pewnego dnia postanowili spędzić tydzień tylko sam na sam. Wzięli wolne i wyjechali za miasto. Nigdy nie wrócili… – urwała.
Wstałam i spojrzałam po raz ostatni na grób.
-Cześć – mruknęłam i wzięłam Sergio za rękę. Wyszliśmy, a ja ani razu nie obejrzałam się za siebie.
-Nie wiedziałem, że Pedro Rodriguez to twój brat! – Powiedział Canales, gdy jechaliśmy ulicami Madrytu.
-Sama też wolałabym o tym nie wiedzieć – bawiłam się zegarkiem. – Nigdy się nie lubiliśmy.
-Wiesz, też zakochałem się w dziewiętnastolatce, która ma głowę w chmurach – uśmiechnął się szeroko.
-Tylko ty nie masz dwudziestu ośmiu lat, a dwadzieścia – pokręciłam głową.
-Szybko postanowili być razem. Moi chodzili ze sobą kilka lat zanim zdecydowali się na ślub.
-Moja mama była dokładnie taka jak mówiła ciotka. Słodka i niewinna. Wychowana w wierze chrześcijańskiej. Tato był jej pierwszym facetem i jedynym. Słowo rozwód nigdy nie przeszło jej przez myśl. Dla niej małżeństwo to była rzecz święta. Tato był w niej zakochany do tego stopnia, że nie widział innych kobiet.
-Wiesz, że facet zawsze kocha mocnej? Chociaż może tego nie okazywać – uśmiechnął się szeroko.
-No, ty długo nie okazywałeś – burknęłam. – Dopiero jak zaczęło się jebać to ciebie olśniło.
-Może jak też pojadę do Czech? – Zamyślił się. – Spotkam śliczną blondyneczkę, która będzie łagodna jak baranek.
-Chcesz mnie zdenerwować? – Syknęłam.
-Nie – zatrzymał się pod domem Ikera. – Chcę ci powiedzieć, że cię kocham – roześmiał się. – Twoi dziadkowie i rodzina twojego ojca była przeciwna twojej mamie, ale nic nie powstrzymało ich od bycia razem. Więc przestań myśleć o mojej mamie. To ja z tobą jestem, a nie ona – wysiedliśmy.
-Skąd wiesz, że o niej myślę? – Wzięłam się pod boki.
-Bo cię znam – objął mnie i pocałował. Ujęłam jego twarz w dłonie i jęknęłam cichutko.
-Ale jesteś słodki – zamruczałam, a on się roześmiał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz